
-
Babska misja
-
Kochanowo i okolice
-
Miłość czy pieniądze
-
Koszmar na miarę
-
Ostatnia rozgrywka
-
Dwa jabłka
-
Trafiona-zatopiona
-
Decathexis
-
Miłość czy sport
-
Mój prywatny Sąd Ostateczny
-
Siedlisko
-
Twarze szatana
-
Muzykologia, czyli the best of... spraw damsko-męskich
-
Cień znad jeziora
-
Ballada o chaosiku
-
Muchy w zupie i inne dramaty
-
Rowerzysta
-
Diabelska przypadłość
Miłość czy sport - fragment
Nie pójdę więcej „Pod Koguta”. Speluna, a do tego kelner Czesiek kompletny idiota. Kompletny. Znalazł mi się koleżka. Obciach przed Malwiną zupełny. Co mnie podkusiło, żeby te jej spóźnione imieniny obchodzić właśnie tam?
Tak się złożyło, że szefowa i ja poszliśmy pierwsi. Miałem iść sam zaklepać stolik, ale ona zaoferowała swoją pomoc. Mina jej trochę zrzedła, gdy zobaczyła miejsce, gdzie będziemy świętować. Jednak ja brnąłem dalej. Usiedliśmy przy dużym stole w kącie sali. Pełno dymu i towarzystwo spod ciemnej gwiazdy. Do tej pory mi to jakoś nie przeszkadzało.
– Cześć Rysiek, fajny towar przywlokłeś – darł się przez pół lokalu znajomy obślun.
Udawałem, że to nie chodzi o mnie. Ten jednak nie dawał za wygraną. Przytelepał się do naszego stolika chwiejnym krokiem.
– No, siemasz, kumpli nie poznajesz? Może byś mnie przedstawił damie swojego serca – bełkotał.
Zanim zdążyłem jakoś zareagować, wziął rękę Malwiny i złożył na niej długi pocałunek. Coś okropnego.
– Jurek jestem, a dla przyjaciół Pingwin – koniecznie chciał się przysiąść. Musiałem wstać i go odprowadzić.
Gdy wróciłem, przy stoliku stał kelner Czesiek. Żeby było poważniej, rozmawiałem z nim na stojąco.
– Witam, witam pana redaktora, co podać? Po kufelku jasnego na początek, jak zawsze?
– Za chwilę, czekamy jeszcze na znajomych. Przyjdą koledzy z działu.
– A ta nowa szefowa, ta, o której pan mówił, że się ni w ząb nie zna na sporcie, też będzie? – szczerzył się przyjaciel kelner.
– Już jestem – chłodny głos Malwiny.
Chciałem się oczywiście zapaść po ziemię.
Tak się złożyło, że szefowa i ja poszliśmy pierwsi. Miałem iść sam zaklepać stolik, ale ona zaoferowała swoją pomoc. Mina jej trochę zrzedła, gdy zobaczyła miejsce, gdzie będziemy świętować. Jednak ja brnąłem dalej. Usiedliśmy przy dużym stole w kącie sali. Pełno dymu i towarzystwo spod ciemnej gwiazdy. Do tej pory mi to jakoś nie przeszkadzało.
– Cześć Rysiek, fajny towar przywlokłeś – darł się przez pół lokalu znajomy obślun.
Udawałem, że to nie chodzi o mnie. Ten jednak nie dawał za wygraną. Przytelepał się do naszego stolika chwiejnym krokiem.
– No, siemasz, kumpli nie poznajesz? Może byś mnie przedstawił damie swojego serca – bełkotał.
Zanim zdążyłem jakoś zareagować, wziął rękę Malwiny i złożył na niej długi pocałunek. Coś okropnego.
– Jurek jestem, a dla przyjaciół Pingwin – koniecznie chciał się przysiąść. Musiałem wstać i go odprowadzić.
Gdy wróciłem, przy stoliku stał kelner Czesiek. Żeby było poważniej, rozmawiałem z nim na stojąco.
– Witam, witam pana redaktora, co podać? Po kufelku jasnego na początek, jak zawsze?
– Za chwilę, czekamy jeszcze na znajomych. Przyjdą koledzy z działu.
– A ta nowa szefowa, ta, o której pan mówił, że się ni w ząb nie zna na sporcie, też będzie? – szczerzył się przyjaciel kelner.
– Już jestem – chłodny głos Malwiny.
Chciałem się oczywiście zapaść po ziemię.
© GRASSHOPPER SP. Z O.O. 2008 LUBLIN
Projekt i wykonanie 2008 LabSQL.pl




















