
-
Babska misja
-
Kochanowo i okolice
-
Miłość czy pieniądze
-
Koszmar na miarę
-
Ostatnia rozgrywka
-
Dwa jabłka
-
Trafiona-zatopiona
-
Decathexis
-
Miłość czy sport
-
Mój prywatny Sąd Ostateczny
-
Siedlisko
-
Twarze szatana
-
Muzykologia, czyli the best of... spraw damsko-męskich
-
Cień znad jeziora
-
Ballada o chaosiku
-
Muchy w zupie i inne dramaty
-
Rowerzysta
-
Diabelska przypadłość
Decathexis - fragment
Pendergast postanowił wykorzystać nieobecność pracowników bractwa pogrzebowego i kapłanów Morii, którzy mieli nadzorować uroczyste powstanie Ankou. Wkrótce cmentarz miały wypełnić śpiewy extrema unctio, czyli ostatniego namaszczenia.
Jon badał wnętrze okradzionego poprzedniej nocy grobu dokładnie i metodycznie. Po ciele barona von Grauba pozostały tylko fragmenty jego galowego munduru – kilka odartych pasów tkaniny i pourywanych guzików.
Podszedł do zasuniętego, teraz już pustego sarkofagu. Na nagrobkowym elegium, w którym wyliczano liczne zasługi barona, widać było kilka wyraźnych rys. Jon wyjął z kieszeni surduta sztylet, którego, jak twierdził, używa jedynie do czyszczenia paznokci i otwierania poczty, po czym przymierzył go do uszkodzeń. Cokolwiek rozdarło kamień, uczyniło to z dużą siłą. Sztylet Pendergasta w żaden sposób nie pasował do nacięć.
Westchnął i odstawił na bok gazową lampę. Kilka godzin temu wypróbowywał nowy wynalazek działu badań Inspektoratu – nakręcaną latarnię, ale jak zwykle zapomniał ją spakować. Sięgnął do skórzanej torby, którą miał przewieszoną przez ramię i wyjął z niej niewielką dmuchawę połączoną rurkami ze szklanym pojemnikiem, w którym cicho chlupotało. Urządzenie było kolejnym wynalazkiem stworzonym przez dział badań Inspektoratu.
Inspektor nadstawił ucha. Gdzieś zza ścian grobowca dochodziło przytłumione zawodzenie zebranych na kolejnym pogrzebie. Mnisi chórem śpiewali pośmiertne egzekwie. Pendergast delikatnie postukał w końcówkę urządzenia i zaczął naciskać miech. Trysnęła fontanna malutkich kropelek. Spryskał dokładnie cały sarkofag i jego okolicę – kamienne płyty podłogi i murowaną ścianę.
Ciało nieboszczyka niemal natychmiast po złożeniu do grobu trawią śmierdzące, brunatne biotopy. Wydzielane przez nie substancje są w dużym stężeniu trujące i działają podobnie jak trupi jad. Biotopy mają jednak jeszcze jedną właściwość – osadzają się na zmarłym i łatwo brudzą swoimi pyłkami wszystko dookoła niego.
Pendergast przestał pryskać grobowiec, rozkręcił urządzenie i schował je ponownie do torby. Zmniejszył niemal do zera płomień gazowej lampy i czekał. Biotopy wchodziły w reakcję z siarczanem sodu, który przed chwilą rozpylił. Minutę później w grobowcu rozjarzyło się fluorescencyjne światło. Siarczan zmagał się z biotopem, wydzielając nieznane nauce opary. Zieleń stawała się bardziej wyrazista. Teraz widział wszystkie miejsca, których dotknął wyciągany z sarkofagu nieboszczyk.
Wszystko wskazywało na to, że ciało wydobyto z wnęki i rzucono na ziemię. Później przeciągnięto je na środek sali. Tam zielona poświata zanikała. Znaki urywały się nagle przy czterech kamiennych płytach, tak jakby zmarły nagle wyparował.
Jon badał wnętrze okradzionego poprzedniej nocy grobu dokładnie i metodycznie. Po ciele barona von Grauba pozostały tylko fragmenty jego galowego munduru – kilka odartych pasów tkaniny i pourywanych guzików.
Podszedł do zasuniętego, teraz już pustego sarkofagu. Na nagrobkowym elegium, w którym wyliczano liczne zasługi barona, widać było kilka wyraźnych rys. Jon wyjął z kieszeni surduta sztylet, którego, jak twierdził, używa jedynie do czyszczenia paznokci i otwierania poczty, po czym przymierzył go do uszkodzeń. Cokolwiek rozdarło kamień, uczyniło to z dużą siłą. Sztylet Pendergasta w żaden sposób nie pasował do nacięć.
Westchnął i odstawił na bok gazową lampę. Kilka godzin temu wypróbowywał nowy wynalazek działu badań Inspektoratu – nakręcaną latarnię, ale jak zwykle zapomniał ją spakować. Sięgnął do skórzanej torby, którą miał przewieszoną przez ramię i wyjął z niej niewielką dmuchawę połączoną rurkami ze szklanym pojemnikiem, w którym cicho chlupotało. Urządzenie było kolejnym wynalazkiem stworzonym przez dział badań Inspektoratu.
Inspektor nadstawił ucha. Gdzieś zza ścian grobowca dochodziło przytłumione zawodzenie zebranych na kolejnym pogrzebie. Mnisi chórem śpiewali pośmiertne egzekwie. Pendergast delikatnie postukał w końcówkę urządzenia i zaczął naciskać miech. Trysnęła fontanna malutkich kropelek. Spryskał dokładnie cały sarkofag i jego okolicę – kamienne płyty podłogi i murowaną ścianę.
Ciało nieboszczyka niemal natychmiast po złożeniu do grobu trawią śmierdzące, brunatne biotopy. Wydzielane przez nie substancje są w dużym stężeniu trujące i działają podobnie jak trupi jad. Biotopy mają jednak jeszcze jedną właściwość – osadzają się na zmarłym i łatwo brudzą swoimi pyłkami wszystko dookoła niego.
Pendergast przestał pryskać grobowiec, rozkręcił urządzenie i schował je ponownie do torby. Zmniejszył niemal do zera płomień gazowej lampy i czekał. Biotopy wchodziły w reakcję z siarczanem sodu, który przed chwilą rozpylił. Minutę później w grobowcu rozjarzyło się fluorescencyjne światło. Siarczan zmagał się z biotopem, wydzielając nieznane nauce opary. Zieleń stawała się bardziej wyrazista. Teraz widział wszystkie miejsca, których dotknął wyciągany z sarkofagu nieboszczyk.
Wszystko wskazywało na to, że ciało wydobyto z wnęki i rzucono na ziemię. Później przeciągnięto je na środek sali. Tam zielona poświata zanikała. Znaki urywały się nagle przy czterech kamiennych płytach, tak jakby zmarły nagle wyparował.
© GRASSHOPPER SP. Z O.O. 2008 LUBLIN
Projekt i wykonanie 2008 LabSQL.pl




















